niedziela, 23 grudnia 2012

Mary Roach - Sztywniak. Osobliwe życie nieboszczyków

   
 
Tytuł: "Sztywniak. Osobliwe życie nieboszczyków"
Autor:
Gatunek: popularnonaukowa
 Ilość stron: 269



Ludzie są ciekawscy z natury i to pod rożnymi względami. Jedni mniej, inni niezdrowo więcej, ale z pewnością każdy z Was zastanawiał się, co tak właściwie dzieje się na przykład za drzwiami domów pogrzebowych, krematoriów albo też – pracowni naukowych. Pewnie niejedna osoba na wspomnienie słów „dom pogrzebowy” zareaguje z obrzydzeniem czy też niesmakiem, osobliwym uczuciem smutku połączonym z obojętnością. Znajdzie się też i taka osoba, która zapyta „a jak to właściwie wygląda?” czy też „fajnie byłoby tam pracować, spokój, cisza, nikt nie zrzędzi”. To samo tyczy się laboratoriów, akademii naukowych czy uniwersytetów. Jedni się wzdrygną na widok sterylnych pomieszczeń i kawałków ciała w pojemnikach, nad którymi pochyla się kilkanaście gałek ocznych z rozszerzonymi z zaciekawienia źrenicami (gałki oczne umiejscowione w oczodołach, w głowie żywego posiadacza, żeby nie było) – inni będą tym zainteresowani. Ile ludzi tyle upodobań.


Ok, ale do czego zmierzam zapytacie? Otóż, co łączy dom pogrzebowy i mówiąc najbardziej naocznie - laboratorium? Co wspólnego mogą mieć ze sobą te dwie instytucje i nad czym mogą pracować – w rezultacie zajmując się tak czy inaczej tym samym?

Trupy, nieboszczyki – o to się cała sprawa rozbija i to... dosłownie.

Jakby na to nie patrzeć zainteresowanie tym tematem np. pochówkiem czy przebiegiem kremacji podziela w głębi serca każdy z nas, co jest naturalne, jednak nie każdy chce się do tego przyznać czy też nie ma tyle dystansu do siebie, żeby o tym mówić. Czytanie to już inna sprawa. W książce mniej lub bardziej autorka zaspokoi naszą ciekawość dotyczącą tych właśnie zabiegów. I nie tylko, bo znajdziecie tam tez sporo ciekawostek, o których – zaręczam – nie mieliście pojęcia. Doświadczenia naukowe – termin znany Wam wszystkim, ale czy tak oczywiste jest dla Was, że wcale nie rzadko do tego używa się zwłok? Nie chodzi tylko o medycynę. Trupy pomagały też i w pracy nad bezpieczeństwem pasażerów w samochodzie lub chociażby bezpieczeństwem snajperów na polu minowym. Ciekawe, prawda? Może jesteście zainteresowani ćwiczeniami chirurgów plastyków, którzy zanim usuną zmarszczki jakiejś okropnie sławnej pudernicy muszą jednak na kimś poeksperymentować by wiedzieć, co się z czym je (rozdział o kanibalizmie też jest). Zresztą nie od dziś wiadomo, że teoria to nie praktyka. Takimi oto informacjami dzieli się z Wami w tej książce autorka robiąc to bardzo lekkim i nierzadko śmiesznym słowem. Aczkolwiek zdarzały się momenty, że niektóre opisy były lekko mówiąc – nieciekawe. Ale nie zniechęcajcie się. :D Naprawdę bardzo ciekawa książka. Trudno ją dorwać w wersji papierowej, ale znalezienie e-booka to pestka.


                                        ***
Trochę mało świąteczna recenzja, temat książki na pewno spowodował, że macie większy apetyt na świąteczne dania. ;) 



                                                        Tak czy owak;

życzę Wszystkim Czytelnikom Łowców Książek wesołych, rodzinnych oraz magicznych Świąt Bożego Narodzenia, dużo prezentów pod choinką, mnóstwo miłości i oczywiście – szczęśliwego Nowego Roku. Życzę Wam, żeby spełniły się Wasze noworoczne marzenia i postanowienia. ;) Dobrej zabawy w Noc Sylwestrową!

sobota, 17 listopada 2012

"Kora, Kora. A planety szaleją" - Kamil Sipowicz

   
 
Tytuł: "Kora, Kora. A planety szaleją"
Autor:
Gatunek: biografia
 Ilość stron: 200
    


    Niewiele jest takich książek, które po przeczytaniu wbijają się głębiej w zakamarki naszej pamięci, by co jakiś czas powracać do naszej świadomości. Niewiele jest też takich, po których przeczytaniu nie tylko mówimy sobie, że miło spędziliśmy czas, oderwaliśmy się od rzeczywistości, ale również, że owa książka zmusiła nas do refleksji na temat życia.

    Zwykle nie czytam biografii. Jednak cieszę się, że przeczytałam właśnie tę. Ta książka zawiera w sobie emocje, które ukazują się nam w każdym jej rozdziale. 

    Kora – kobieta, która od pewnego już czasu zaczęła mnie naprawdę interesować. Głownie ze względu przez swoją oryginalność, sposób bycia. Równie zespół Maanam, jej niebanalny głos.

   Książka ma w sobie coś urzekającego. Jakiś czar. W dwóch znaczeniach tego słowa, bo jednak nie wszystko było w życiu Kory kolorowe. W książce Kora opisuje nam różne aspekty i części swego życia. Emocje, przeżycia, obserwacje. Od najmłodszych lat po stan obecny. Mamy okazje poznać myśli i uczucia wokalistki od innej strony. Wówczas Kora, którą widzimy teraz np. w show „Must Be the Music” okazuje się być zupełnie inną osobą. Kobietą z dużym bagażem doświadczeń, która nie jedno w życiu przeszła oraz – według mnie – z bardzo ciekawą filozofią życia, co głównie zachęciło mnie do przeczytania owej biografii, i którą głównie przez to uważam za taką interesująca. 

  O czym więc Kora chciała nam opowiedzieć? O swoim życiu, to oczywiste. Jednak porusza tam również kwestie seksu, kościoła, narkotyków, dojrzewania i kwestie typowo marketingowe. Pisze między innymi o tym, jak pogodzić role matki, wokalistki, kochanki i nie zugbić w tym prawdziwej siebie, swoich pragnień. Pisze o problemach, jakim musiała stawiać czoło, kiedy wychowywała się w domu u zakonnic i o tym, jakie znaczenia miało to w jej całym życiu. Pisze tez o komunistycznej Polsce. Dla fanów zespołu Maanam także znajdzie się wiele ciekawostek i praktycznie cała opowiedziana dosyć krótko lecz zwięźlę historia zespołu. Dodatkowo przez całą książkę miałam odczucie, że wszytko to co zostało w niej zawarte zostało spisane niewymuszenie, skromnie. Bez dosyć charakterystycznego wynoszenia czegoś czy kogoś wyżej. Pokornie i delikatnie, bez wymądrzania się, co wydaje mi się bywa u niektórych osób typowe. 
Myślę, że to wielki plus i wielka dojrzałość Kory. 

  Tak naprawdę każdy z nas widząc jej zdjęcie mógłby odebrać ją na wiele rożnych sposobów. Często na stronach internetowych czytałam stwierdzenia, że kobieta nie potrafi się starzeć z godnością lub też, że wygląda okropnie. Inna osoba gdzieś indziej mogłaby  powiedzieć coś całkowicie odmiennego od tej poprzedniej. Do tej innej osoby zaliczam się też ja. Zawsze uważałam, że ocenianie ludzi na dłuższą metę jest nic niewnoszące. Oczywiście to zachowanie leży częściowo w naszej naturze jednakże jak można mówić o kimś, że jest taki czy owaki nie znając w ogóle tej osoby ani niczego o jej życiu nie wiedząc? To idiotyczne. Na mnie wywarła jak najbardziej pozytywne wrażenie.

   Dzięki tej właśnie książce możemy lepiej poznać Kore. Dowiedzieć się,co ją ukształtowało. Dlaczego jest taka a nie inna. Myślę, że po przeczytaniu tej pięknej swoją drogą książki wiele osób zmieni zdanie na jej temat i – powinni być nieźle zmieszani. Ile mamy podobnych osób w Polsce? 
   Od strony technicznej – jak w każdej biografii tak i tu znajdziemy sporo zdjęć. Książka jest podzielona na dosyć krótkie rozdziały, przez co naprawdę bardzo szybko się ją czyta. Nie znajdziemy tam długich i nudnych opisów, które niczego ciekawego nie zawierają. Sama nie znalazłam tam chociaż kilku stron, o których mogłabym powiedzieć, że mnie nudziły. Styl, pisania jest prosty. Swoją prostotą jednak przekazuje dobitnie to, co powinien. Czasami można odnieść wrażenie, że jest w tym coś „mistycznego”. Sama Kora przyznaje się przecież do tego, że chociażby znaki z zodiaku są dla niej dosyć istotne. Ciekawie, popierając mocnymi argumentami opisuje nam coś niecoś związanego z astrologią (nie, nie bójcie się nie będzie niczego o Tarocie, wróżkach czy innych tego typu rzeczach). 

   Podsumowując: według mnie jest to naprawdę fascynująca książka, z której można wiele wyciągnąć. Fascynująca głownie, dlatego, że opowiada ją niemniej fascynująca osoba.
Szczerze wszystkim polecam. 

piątek, 9 listopada 2012

Liebster Blog


Cześć! 
Do zabawy zaprosiły mnie dziewczyny z bogów - krople-szczescia.blogspot.com oraz dreams-like-butterflies.blogspot.com . Z przyjemnością prezentuje moje odpowiedzi. :-)





Pytania od Suzy:

1. Do jakiej książki chciałabyś jeszcze kiedyś wrócić?
Myślę, że każdą książkę, która wywołała we mnie jakieś silniejsze uczucia i pozostała w mojej pamięci chciałabym móc jeszcze raz przeczytać. Aczkolwiek nie ukrywajmy – czasu mi chyba na to nie starczy. ;D Dodając, że ciągle są jakieś nowe książki na rynku, albo jakieś nowe odkrywamy no i cóż….


2. Jaką płytę (muzyka) chciałabyś mieć?
Płytę któregoś z moich ulubionych zespołów – Disturbed lub Goodsmack. ; )


3. Czekasz na premierę jakiegoś filmu? Jakiego?
Obecnie nie.


4. Jaką książkę chętnie obejrzałabyś jako film?
Bardzo lubię filmy, dlatego sądzę, że obejrzałabym każdą jeśli ekranizacja byłaby dobrze zrobiona. Najgorzej jest jeśli reżyser zmienia dobrą książkę w totalny kicz filmowy.


5. Twój ulubiony deser?
Hm… Tak najczęściej to zwykła mleczna czekolada.


6. Twój ulubiony cytat?
Nieszczególnie skupiam się na cytatach. Trudno będzie mi tu coś więc wymienić, ale jakiś czas temu podczas czytania "Babuni" Fredrique Deghelt zwróciłam uwagę na takie zdanie "Pamiętam jak fascynowały mnie książki pojawiające się w odpowiednich momentach. Te, które czasem spadały z półek, żeby odpowiedzieć na pytanie jakie stawiało mi życie. W ten sposób...." (wybaczcie, ale nie mogę doczytać dalej swoich gryzmołów ;< <zawstydzony>). Niemniej uważam, że ten cytat coś w sobie ma i chyba niejedna osoba się z nim zgodzi.


7. Do jakiej książki nigdy już nie powrócisz?
Nie spotkałam jeszcze takiej, którą mogłabym uznać za "znienawidzoną". Wszystko jeszcze przede mną. ;D


8. Obcasy czy trampki?
Mimo, że nie zawsze obcasy się sprawdzają to lubię choć trochę elegancji w ubiorze. Dlatego nie mówię nie obcasom. Niestety trampki nie do końca mi odpowiadają być może z powodu tego, że są teraz "wszechobecne".


9. Od czego zaczęła się twoja przygoda z książkami (lub pierwsza książka, która zapadła ci w pamięć)?
Kiedyś będąc u koleżanki pożyczyłam od niej książkę… chyba „Pamiętnik Jedynaczki”. Spodobała mi się wtedy tak, że kolejną część również przeczytałam. Potem to już wiadomo – popadłam w książkomanie. ;D


10. Włosy - rozpuszczone czy związane?
Rozpuszczone.:)



11. Gdybyś mogła wybrać sobie jedną super moc, jaka by to była?
To te pytanie z kategorii, na które nie potrafię odpowiedzieć z sensem. ;p




 Pytania od Dizzy:


1. Co skłoniło Cię do założenia bloga?
Zapewne tak jak większość osób - lubię czytać, co pewnie najczęściej idzie w parze z chęcią pisania. Blog z recenzjami pozwala na połączenie tych dwóch zainteresowań w jedno. Dodatkowo możemy pracować nad naszym warsztatem literackim.


 2. Jaka była najdziwniejsza reakcja społeczeństwa na to, że czytasz książki?
Na szczęście nie obracam się w gronie osób dla których ludzie czytający książki są jakąś egzotyczną istotą. ;D Nie miałam jakiś specyficznych rekcji z tym związanych. 


 3. Czy jest jakaś książka, która jest dla Ciebie szczególnie ważna?
"Kroniki Wampirów" Anne Rice.


  4. Co sądzisz o epidemii "paranormal romance"?  
Mówiąc szczerze mam do tego neutralne podejście. Bywa, że jest to nieco irytujące. Z drugiej zaś strony zastanawiam się co jest w tym takiego "wow", że tak dużo osób kupuje te wszystkie "powieści". Może zwyczajnie są na takim poziomie jaki społeczeństwo przyswaja. Nie chcę też być zbyt kontrowersyjnie czy negatywnie nastawiona, ale staram się trzymać od takowych książek z daleka, bo zwyczajnie mnie do nich nie ciągnie. Jedynie jest mi trochę szkoda, że większość nastolatek nabija sobie głowę takimi oto „bzdurami” zamiast czytać coś ze „starszej półki”. W każdym razie, – co kto lubi. Każdy ma swój pogląd na tę sprawę. ;)


 5. W jaki sposób umilasz sobie czytanie?
Nie robię raczej niczego konkretnego. :) Jedyne, co to może gdy czytam to muszę mieć jako tako czysto wokół siebie, bo nie lubię gdy coś mnie rozprasza.


 6. Masz swoje motto życiowe bądź ulubiony cytat?
Wychodzę z założenia, że powinniśmy "żyć chwilą" i robić to, co nam sprawia przyjemność. Czerpać radość z życia. Urzeczywistniać swoje marzenia. Zgadzam się poniekąd z powiedzeniem, że "lepiej żałować, że coś się zrobiło, niż żałować, że się czegoś nie zrobiło". Choć jeszcze nie do końca ta teza jest sprawdzona u mnie w praktyce. ;D


 7. Czy jesteś od czegoś uzależniona/y?
Masz na myśli wszelkiego rodzaju używki takie jak alkohol, papierosy itd? Nie. Co do innych rzeczy to każdy jest przecież w większym czy mniejszym stopniu uzależniony od czegoś. Większość osób, które to czytają zapewne od książek. ;p


 8. Preferujesz czytanie w domu czy na łonie natury?
Zdecydowanie i najczęściej w domu. Lubię czytać w spokoju i ciszy we własnym łóżku.


 9. Czy chciałabyś/łbyś wydać w przyszłości książkę? Jeśli tak to o jakiej tematyce?
Jasne, że tak. :) Nie mam jednak na razie zielonego pojęcia o czym. 


 10. Posiadasz jakiegoś futrzanego bądź jakiegokolwiek innego milusińskiego w domu? 
Królik - czarny z kilkoma białymi łatkami, które tworzą jakby coś w rodzaju "brody". Zwie się Black. Pies - ten mały z kokardką na łebku o imieniu Lady. ;)


 11. Co sądzisz o wymianach książkowych? 
Nie brałam jeszcze w żadnej udziału, ale wydaje mi się, że jest to korzystna sprawa dla obydwóch storn. Potrzeba tylko dobrej organizacji. 


-> Moje pytania
  1. Książki jakiego gatunku czytasz najczęściej i dlaczego?  
  2. Co najbardziej cenisz w książkach? 
  3. Jaką książkę polecasz? 
  4. Zwracasz większą uwagę na oryginalność stylu, poprawność językową czy może bardziej liczy się dla Ciebie fabuła i pomysłowość autora z tym związana?  
  5. Lubisz e-booki? Uważasz, że zdołają one wyprzeć tradycyjne książki? 
  6. Jakiego gatunku muzyki słuchasz? 
  7. Jeśli miałabyś/miałbyś możliwość wprowadzić kilka zmian do wszystkich księgarni na świecie (również tych internetowych) co by to było?  
  8. Preferujesz książki w twardej czy miękkiej okładce?  
  9. Co aktualnie czytasz? 
  10. Za najlepszą ekranizację książki uważasz?  
  11. Lubisz tzw. okładki piórkowe?

środa, 31 października 2012

"Chéri" - Sidonie-Gabrielle Colette


    Tytuł: "Chéri"
Autor:
Gatunek: literatura piękna/romans
 Ilość stron: 240
    
  

    O czym jest ta książka? Nie jest na pewno jakąś innością fabułową, która pod tym względem specjalnie wyróżniałaby ją spośród innych tego rodzaju powieści. Całość jest można powiedzieć, że stosunkowo przewidywalna, prosta.
 Jednak jest kilka czynników, które wyróżniają tę książkę. Mamy Léę – dochodzącą do pięćdziesiątki mieszkającą w Paryżu elegancką kurtyzanę, która mimo swego wieku dalej cieszy się wcześniejszą można powiedzieć świetnością mimo jednak widocznych śladów, jakie odcisnęło na niej piętno czasu. Kobietę doświadczoną, mądrą, potrafiącą o siebie zadbać, kobietę, która mogłoby się zdawać – nie kieruje się emocjami, a już na pewno nie podda się im zupełnie. Nie straci zimnej krwi. Jednak najczęściej okazuje się to wszystko tylko złudnymi myślami, ponieważ gdy na scenę wkroczy prawdziwa miłość, zauroczenie, uczucie, fascynacja druga osobą – wówczas rzeczywistość staje się zupełnie inna.
    Chéri – syn jednej z mniej lubianych „koleżanek po fachu”, którą niemniej Léa dosyć często odwiedza. Początkowo „mały słodki chłopczyk”. Wyrasta na przystojnego i pociągającego…. młodzieńca. Młodzieńca – chłopca, który miał nigdy nie dorosnąć. Zawsze traktowany jak chłopiec, którym przecież był. Rozpieszczony słodki jedynak.
   W bardzo szybkim czasie Ci dwoje wdają się w długo trwający, bo ok. 6 lat romans. Pięćdziesięcioletnia kobieta i dwudziestojednoletni mężczyzna. Wszystko pięknie ładnie, ale do czasu. Pojawiają się pewne niedogodności, chociażby takie, że mamusia Chériego postanowiła wydać swojego jedynego syneczka za kogoś, kto będzie dla niego naprawdę dobry pod każdym względem, a najbardziej rzecz jasna pod względem materialnym. Wówczas przy okazji tej „niedogodności” para zaczyna dostrzegać, że, mimo iż się kochają – Chéri, bowiem żywił gorące uczucie do Léi (trochę przez mylne wyobrażenie o jej naturze, ale to tak troszeczkę) - relacje między nimi były dosyć specyficzne. Zaczynają sobie uświadamiać, że przecież chłopak jest w „kwiecie wieku”, powinien się ustatkować, dorosnąć, – czego nie zrobi przy kobiecie, która przez cały czas traktuje go jak chłopca. Traktuje go tak jaki właśnie jest Chéri…. Zakończenie jest nieco smutne, ale prawdziwe.

   Głównym atutem tej książki jest myślę ładnie opisany przez Colette klimat XX wiecznego Paryża. Elegancji, przepychu i nie tylko…. Bo nie wszystko jest takie idealne jakby się zdawało. Również nie brak w książce ładnych zmysłowych zdań czy dialogów, które na pewno dodają książce uroku. Zresztą sama ona jest ładnie wydana, elegancka mała książeczka z ilustracjami z filmu…
    Właśnie – najpierw miałam do czynienie z filmem potem z książką. I o ile film mi się bardzo, bardzo spodobał to jednak po książce czułam spory niedosyt. Nie wtarła się ona w moją pamięć. Reżyser w filmie ładnie to zobrazował. Bardziej skupił się na czasie, jaki Léa spędziła z Chérim. Było więcej scen dzięki, którym mogliśmy naprawdę zobaczyć łączące ich uczucie. W książce według mnie było tego zbyt mało. Liczyłam na więcej. Sądziłam, że książka będzie „rozszerzoną” wersją filmu jak to zwykle bywa. Tak niestety nie było, a wręcz odwrotnie. I pomimo stylu autorki, któremu nie mam nic do zarzucenia – film bardziej przypadł mi do gustu. Film polecam. Książkę, – jeśli ktoś chce. Film godny uwagi, świetnie zagrany, ładne stroje.

 ***

Tak nawiasem to tę książkę czytałam już jakiś czas temu i nie wiem czy dobrze ubrałam w słowa swoje odczucia, ale chyba nie pamiętam już jakie one dokładnie były. Chciałam jednak dodać recenzje, ponieważ miałam zrobić to już dawno. Niestety przez codzienne obowiązki – brak czasu i też czasem ochoty czytanie czy pisanie. Dopiero teraz się za to wzięłam. Mam nadzieję, że uda mi się częściej dodawać posty. :) Właśnie kończę czytać pewną książkę, więc myślę, że kolejna recenzja ukaże się zdecydowanie szybciej.

Pozdrawiam!

niedziela, 14 października 2012

"Pamiętniki Fanny Hill" - John Cleland


    Tytuł: "Pamiętniki Fanny Hill"
Autor:John Cleland
Gatunek: literatura współczesna
 Ilość stron: 284
    
   Miałam ochotę przeczytać coś „innego” z zdecydowanie innej kategorii niż książki, które zwykle czytam i szukając jakiegoś interesującego e-booka moją uwagę przykuł właśnie „Pamiętniki Fanny Hill”. Zachęcona recenzjami przeczytałam i mimo, że może ta książka nie jest jakoś bardzo górnolotna to znalazłam zdecydowanie tę „inność”, jakiej szukałam.
    Książka ta powstała w XVIII wieku i w tamtym okresie stanowiła niemały skandal, co nie jest wcale dziwne. Była nawet przez kilka lat zakazana w różnych krajach. Obecnie nie budzi już takiej kontrowersji, ale na pewno nie przypadnie do gustu każdemu czytelnikowi. Trzeba lubić taką tematykę czy zwyczajnie być bardziej zdystansowaną osobą. 
   „Pamiętniki Fanny Hill” opowiada o młodej dziewczynie pochodzącej ze wsi, która z pewnych powodów w stosunkowo młodym wieku została zdana sama na siebie. Całą naiwność i niewiedzę młodej dziewczyny wykorzystuje pewna mogłoby się zdawać bardzo „szlachetna” i majętna dama, która obiecując jej wygodne i dostatnie życie zabiera ją do swojego domu w Londynie by tam dać jej prace. Jak się potem okazuje – w domu publicznym gdzie sama jest szefową. Od tego właśnie momentu zaczyna się właściwa fabuła książki. Fanny, która w ogóle nie byłą przygotowana na wszystkie te drastyczne zmiany i zajęcia, które ją czekały, została właściwie wykorzystana przez ową „damę”.
    Mimo wszystko dziewczyna dosyć szybko zrozumiała zasady, jakie rządziły jej nowym światem i odnalazła się w nim bez większych problemów. Podczas pobytów w pierwszym domu publicznym poznaje ona pewnego młodego mężczyznę, w którym się zakochuje i co bardziej znaczące – z wzajemnością. Ucieka więc od wykorzystującej ją szefowej i resztę czasu spędza z Karolem. Los ich wkrótce brutalnie rozdziela zatem dziewczyna nie ma innego wyjścia jak tylko wrócić do wcześniejszego zawodu. Tym razem ma jednak więcej szczęścia.
    Język książki jest prosty, czasami bardzo dosadny i można nawet powiedzieć, że nieco wulgarny. Nie ma się jednak, co dziwić. Najistotniejsze w książce są opisy prawdziwego nieupiększonego życia w Londynie i tego, że większość bogatych ludzi, którzy otaczają Fanny to ludzie czekający tylko na to by móc wykorzystać słabszego, mniej cwanego i biedniejszego/niższego pozycją człowieka. Ludzie bezwzględni, pozbawieni jakichkolwiek skrupułów, którzy uważają, że za pieniądze mogą kupić wszystko i każdego - w sumie – mają racje. W książce nie brak podobnych spostrzeżeń Fanny, która bez ukrywania nawet najmniejszego szczegółu ze swojego życia opisuje je w swoim pamiętniku. Jednak zakończenie książki wydało mi się nieco naciągane. Zwyciężyła oczywiście miłość, jak sam autor napisał "prawdziwą miłością jest tylko uczucie, które rodzi się nie z popędu ciała - lecz z potrzeby serca". Jednak czy po tym wszystkim, co się wydarzyło jest ona dalej czysta? Fanny miała wybór, ale nie skorzystała z niego.

    Podsumowując uważam, że warto przeczytać tę książkę, jednak na pewno nie każdemu się ona spodoba. Trzeba wydobyć z tego rozpustnego i pozbawionego większej moralności życia, które jest w niej opisywane to, co tak naprawdę jest coś warte.

piątek, 21 września 2012

"Żony i kochanki Henryka VIII" - Kelly Hart

 
    Tytuł: "Żony i kochanki Henryka VIII"
Autor: Kelly Hart
Gatunek: historyczna/biografia
 Ilość stron: 303


     Jak sądzę nie trudno domyślić się treści książki znając jej tytuł. Otóż głownie wszystko sprowadza się do dwóch słów – żony i kochanki. Oczywiście istotny element – Henryk VIII w końcu chodzi o jego żony i kochanki… Przyzwyczajcie się, bo w tej recenzji często przeczytacie te dwa słowa – żony i kochanki.
     Ponieważ interesuję się nieco bardziej historią, albo raczej konkretnymi jej okresami i filmy kostiumowe to jeden z moich ulubionych gatunków to już pewien czas temu natrafiłam na bardzo, bardzo interesujący serial „Dynastia Tudorów” org. „The Tudors”, (który serdecznie wszystkim polecam, ponieważ jest to jeden z niewielu tak wartościowych i ślicznie zrobionych wizualnie seriali). To on właśnie w większej czy mniejszej mierze zachęcił mnie do bliższego zapoznania się z ową Dynastią. Jednak, co prawda to prawda, ale serial w stu procentach wierny historii nie jest, tak samo zresztą jak główny jego bohater – Henryk VIII Tudor swym żoną.

       Z historii można wiele się dowiedzieć i nauczyć jednak, jeśli obecnie nie jesteś w najmniejszym stopniu nią zainteresowany Ty, który to teraz czytasz – nie czytaj, szkoda Twojego czasu.
  
      W każdym razie książka ta jest zdecydowanie dla osób, które są zainteresowane oczywiście Tudorami, historią. Nie jest to książka obyczajowa czy jakiś thriller. Romans? Też raczej nie. Będzie to na pewno prawdziwa przyjemność dla fanów Dynastii, znajdziemy tam szczegółowe opisy każdej z żon i kochanek króla, oraz jego samego. Opisy charakteru, a także książka pozwoli nam lepiej zrozumieć postępowanie każdej osoby w niej wymienionej. Ponad to jak zwykle przy okazji lepiej poznamy zwyczaje i te de tych czasów.

      Co mogę jeszcze powiedzieć? Dla niewtajemniczonych Henryk VIII Tudor słynie z tego, że w swym życiu miał sześć żon, wszystkie poślubione zgodnie z prawem, które sam sobie ustalał. Skoro kościół nie chciał mu dać rozwodu to sobie od niego odstąpił (kościoła). Młodo poślubił starszą nieco od siebie wdowę po bracie Katarzynę Aragońską, a potem zakochał się do szaleństwa w jej dwórce Annie Boleyn (dla mnie osobiście najbardziej interesującej i barwnej z jego żon). Miał pewne problemy z rozwodem aczkolwiek, jeśli jakaś żona mu się naprzykrzała lub zwyczajnie się nią znudził – pozbywał się jej w ten czy inny sposób w finale skazując na szafot. Było to oczywiście dosyć niecodzienne w tamtym okresie… Małżeństwo z miłości? Król miałby poślubić „nałożnicę”, która pozycją w żaden sposób nie dorównywała już posiadanej żonie? A jednak, Henryk wymykał się wszystkim tym konwenansom, mimo, że w głębi duszy był wielkim tradycjonalistą. Wykorzystywały to w ten czy inny sposób kobiety, na które król spojrzał nieco bardziej życzliwie. Odkąd pierwsza kochanka Anna Boleyn nie chciała być tylko królewską metresą, a królową – każda jej następczyni stawiała sobie taki sam cel, nie bacząc na konsekwencje, jakie poniosła za ten czyn jej poprzedniczka. A dodając do tego królewską obsesje na punkcie męskiego potomka, którego niestety Bóg zawsze mu skąpił – wychodzi z tego wszystkiego niezła burza i zamieszanie nie tylko na królewskim dworze, ale i w całej Europie.

        
    „Żony i kochanki Henryka VIII” wspaniale jak już wspomniałam opisuje nam postępowanie króla, dzięki czemu możemy zdecydowanie głębiej zrozumieć samego Henryka. Treść książki jest bardziej ciekawostką niż prawdziwym źródłem wiedzy o konkretnych osobach, bo jednak kilku rzeczy mi w niej brakuje, niemniej jest to na pewno interesujące, ale nie dla każdego.
    Osobiście polecałabym najpierw zapoznać się z serialem, ponieważ będziemy mieć już w głowie ten niepowtarzalny klimat i obraz, który został tak ładnie stworzony w „The Tudors”. 


sobota, 8 września 2012

"Pani McGinty nie zyje" - Agatha Christie

 
    Tytuł: "Pani McGinty nie żyje"
Autor: Agatha Christie
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
 Ilość stron: 244


   Owszem, owszem – postanowiłam iść za ciosem i po udanej lekturze „Morderstwo w Orient Expressie” zabrałam się bez większego zastanowienia, ot tak za „Pani McGiny nie żyje” i szczerze powiem, że nie żałuję, ale…

Zacznijmy może najpierw od krótkiego opisu tej jakże zawikłanej fabuły. A zatem nasz drogi Herkules Poirot przebywa obecnie na emeryturze i chcąc nie chcąc ma zbyt dużo wolnego czasu, który znowu przysparza mu problemów, bo pojęcia nie ma jak go wykorzystać, czuje się znudzony. Cieszyłoby go niezmiernie w tejże sytuacji gdyby mógł zająć się jakąś ciekawą sprawą. Jak na zawołanie zjawia się u niego policjant Spencer, który służbę swą pełni w niewielkiej miejscowości. Otóż policjanta, który składa wizytę detektywowi trapi pewne zmartwienie. Bowiem ma on swoje dosyć osobliwe wątpliwości, co do mężczyzny, którego ostatnio podczas śledztwa skazał na śmierć… za zabicie pewnej niebudzącej żadnych kontrowersji starszej pani. Motyw? Niewielka sumka pieniędzy, w dodatku całe morderstwo wygląda dosyć nieciekawie i wykonane zostało lekko mówiąc zgoła nieudolne.  Tak samo zastanawiające jest to, że wszystko wygląda dosyć prosto i wszystko wskazuje od samego początku na konkretnego sprawce. Wniosek?  – zbyt prosto! Zabójca, którym rzekomo jest pan Bentley – osoba bardzo spokojna wręcz można by go określić jako niezdarę i (w małej miejscowości) dziwaka zdaje się w ogóle nie pasować do statusu, jaki mu przypięto – mordercy. 

Wrażliwy monsieur Spencer prosi, więc Herkulesa, by jako osoba całkowicie wolna, bez służby przyjrzała się bardziej wnikliwie tej sprawie. Kto wie? Może zdolny detektyw odkryje coś, czego tamten drugi nie zauważył?
Jak to zwykle bywa detektywa na trop doprowadził bardzo niewinny element – buteleczka atramentu, którą niedawno kupowała pani McGinty. Wraz z nią udaje się Herkulesowi odkryć coraz to nowsze i bardziej komplikujące całą sprawę fakty. Po długich poszukiwaniach prawdziwego zabójcy (a czasu, bowiem było niewiele, bo pan Bentley czekał już tylko na ostateczną decyzje sądu), którym towarzyszyło wiele ciekawych sytuacji Poirotowi udaje się rozwiązać sprawę i zarazem uchronić biednego Jamesa Bentleya od śmierci.

   Nie powiem, żeby akcja była cholernie wciągająca. Zdarzały się zwłaszcza na początku nieco nudne momenty, jednak im dalej czytamy tym coraz bardziej jesteśmy zaciekawieni, kto zabił tę biedną (?) panią McGinty. Zapewne Cristie ma wiele, wiele lepszych kryminałów w swym dorobku i ten nie jest jednym z jej najlepszych, mimo to lekturę uważam, za udaną i polecam.

piątek, 31 sierpnia 2012

"Dziewczyna z sąsiedztwa" - Jack Ketchum

Tytuł: "Dziewczyna z sąsiedztwa"
Autor: Jack Ketchum
Gatunek: horror
Ilość stron: 308





Horror powszechnie kojarzony jest ze wszelkiego rodzaju wymyślnymi potworami czy zjawiskami paranormalnymi, jakie tylko w stanie jest "pobudzić do życia" ludzka wyobraźnia. Ta książka nie zawiera ani przerażających stworów, ani szaleńców z piłami mechanicznymi.

Zapytacie zatem, o czym właściwie jest? I przede wszystkim: dlaczego jest horrorem, skoro brakuje w niej wszelkich atrybutów tego gatunku? O ile na pierwsze pytanie potrafię udzielić odpowiedzi, o tyle na drugie odpowiedź musi być osobista, w sercu każdego Czytelnika.

Pierwsze zdanie otwierające całą powieść brzmi, nie mniej ni więcej: "Wydaje Ci się, że wiesz co to ból?". Wkrótce mamy się przekonać, że owszem. Tylko nam się wydaje.
Akcja rozgrywa się w małym, przyjaznym miasteczku, w którym sąsiedzi są dla siebie niczym rodzina. Nic nie zwiastuje jakiekolwiek tragedii. A cóż dopiero rozmyślnego zadawania komuś tak wielkiego cierpienia, jakiego mamy stać się świadkiem.

Ruth Chandler to matka trojga chłopców: Williego, Donny'ego i Woofera. Los zmusza ją do przyjęcia pod swój dach dwóch spokrewnionych z nią dziewczynek: nastoletniej Meg i jej kalekiej siostry Susan. Początkowo sytuacja wydaje się być całkowicie poprawna: podopieczne wydają się być szczęśliwe, otaczane szacunkiem i miłością. Szybko okazuje się, co tak naprawdę jest rzeczywistością, a co skrupulatnie tworzoną fikcją.

Narracja, jakiej użył autor, jest pierwszoosobowa. Całą historię opowiada nam niejaki Dave – uczestnik opisywanych wydarzeń. Obraz sytuacji jest nam malowany głównie z perspektywy kilkuletniego chłopca – dzięki czemu możemy liczyć na zatrważającą wręcz szczegółowość; jednak momentami do głosu dochodzi także dorosły Dave. 
Początkowo ten chłopiec budził moją sympatię. Był miły, wychowywany na porządnego człowieka. Wzorowy kolega i przyjaciel. Jakże mylne były moje odczucia! W krótkim czasie go znienawidziłam. Za to, że mimo targających nim silnych, naprawdę silnych, wątpliwości, nie zrobił niczego, by zmienić biegu wydarzeń. By zmienić czegoś, co przenigdy nie powinno mieć miejsca. I choć wreszcie wziął się w garść, postanowił zrobić cokolwiek - było już za późno.

Napięcie w książce jest budowane z rozmysłem, z każdą kolejną stroną nasila się coraz bardziej, by wkrótce osiągnąć spektakularną erupcję. Wszystko dzięki niezwykłemu warsztatowi pisarskiemu Ketchuma, który jest w pewnym sensie "oszczędny", bowiem zdania jakie tworzy, nie są rozbudowane; dzięki swej prostocie zmuszają do refleksji niemal po każdym rozdziale.

Pozycję czyta się stosunkowo szybko; akcja rozwija się stopniowo, jednak w żadnym momencie nie jesteśmy narażani na nudę. Niemal każde zdanie przesiąknięte jest wielkimi emocjami do ostatniej literki. Chwilami chciałoby się być wręcz uczestnikiem wydarzeń, tylko po to, by powiedzieć stop!, żeby podjąć jakiekolwiek kroki, których zabrakło.

Warto także nadmienić, że wstęp do tejże powieści napisał nie kto inny, jak ubóstwiany przeze mnie, niekoronowany król horroru, sam Stephen King. Dla wielu osób może to stanowić niemały plus.

Książkę gorąco polecam wszystkim, bo naprawdę warto ją przeczytać. Udowadnia, jakie skutki może nieść za sobą poczucie władzy, jak trudno przestać, jeśli już raz się czegoś spróbuje, oraz jaki wpływ na dziecko może mieć nierozsądny rodzic. Pozycja przeraża pokazując, jaki tak naprawdę jest człowiek. Jakim może stać się każdy z nas. 

PS Warto też wspomnieć, że książka jest oparta na prawdziwych wydarzeniach. 

sobota, 25 sierpnia 2012

"Morderstwo w Orient Expressie" - Agatha Christie

 
   Tytuł:"Morderstwo w Orient Expressie"
Autor: Agatha Christie
Gatunek: kryminał
 Ilość stron: 262

  
   Chyba każdy, choć raz słyszał O Agacie Christie. „Agatha Christie jest najbardziej znaną na świecie pisarką kryminałów oraz najlepiej sprzedającą się autorką wszech czasów. Wydała ponad 90 powieści i sztuk teatralnych”. Chociaż dawno już o niej słyszałam to jednak nigdy nie miałam sposobności sięgnąć po jej książkę, aż do ostatniego mojego wypadu do biblioteki.

    Na początku czytania moje uczucia były raczej neutralne. Niczego nie oczekiwałam i nie wiedziałam, czego mam się dokładnie spodziewać. Kilka pierwszych rozdziałów było całkiem, całkiem. Trudno było powiedzieć, że ciekawe, jednak czytałam, bo czułam, że akcja zaraz się rozwinie. Zresztą styl pani Agaty jest naprawdę niczego sobie. Strony tylko przekłada się między palcami.

     Otóż na samym początku jesteśmy już bombardowani wieloma postaciami, które lekko mówiąc są dosyć dziwne. Nie ma żadnego punktu oparcia i chwilami można mieć lekkie poczucie mętliku, które jednak zaraz nas opuszcza. Bowiem główną postacią w książce ni mniej ni więcej tylko Herkules Poirot belgijski detektyw, który tak się składa, iż jedzie pociągiem ze Stambułu do Calais. Jedzie, a miał z tym spore problemy, bo jak się okazało w pociągu pomimo pory cokolwiek średnio odpowiedniej do podróży brakowało miejsc, co było dosyć niecodzienne (otóż podroż odbywa się w zimie). Jednak cóż… czasami przypadki się zdarzają i brakuje miejsc w pociągach takich jak chociażby Orient Express. Czyżby jednak na pewno….? Wracając do detektywa to szczęście mu sprzyjało i udało mu się dzięki swoim znajomości z panem Boucem. Pomijając drobne początkowe komplikacje i zbudzających niepokojące uczucia pasażerów, którzy niespecjalnie przypadli do gustu detektywowi wszystko zdaje się iść odpowiednim torem...  do czasu.

Pierwszej nocy podróży w pociągu zaczynają się dziać dziwne wypadki. Herkules Poirot siedząc w swoim przedziale słyszy  krzyk i nerwowe naciskanie dzwoneczka do nawoływania konduktora. Również zrządzeniem losu pociąg wpada w zaspy śnieżne i jest na pewien czas unieruchomiony. Na drugi dzień między pasażerami pociągu można zauważyć niemałe rozjuszenie i rozgorączkowanie. Okazuje się, że owej nocy miało miejsce brutalne zabójstwo jednego z pasażerów – pana Ratchetta. Nasz szanowany się detektyw postanawia przyjrzeć się dokładniej tej sprawie. Po wstępnych oględzinach wiadomo już, że ofiara została kilkakrotnie zadźgana nożem. W dodatku rany zdają się być niezwykłe pod tym względem, że bardzo prawdopodobne jest, iż nie zadała ich jedna osoba. Fakt ten dodatkowo utrudnia całą sytuacje jak się potem okazuje. Zaczynają się, więc przesłuchania wszystkich pasażerów Orient Expressu a tym samym przeszukiwanie ich bagaży. Już wówczas detektyw odkrywa szokujące fakty i dziwne powiązania pomiędzy pasażerami, którzy w dodatku jeszcze się owych znajomości wypierają. Zabójstwo jest istną zagadką, wygląda bardzo skomplikowanie, bowiem możliwości jest wiele, każdy praktycznie pasażer ma jakieś alibi na czas popełnienia zabójstwa i detektyw musi zdać się tylko i wyłącznie na swój zmysł dedukcji i instynktu.

     Muszę przyznać, że wrażenia są bardzo pozytywne. Początkowo sądziłam, że wiem, kto jest zabójcą, natomiast zakończenie było zupełnie inne i trochę nieprawdopodobne. Wkrótce też zapoznam się z innymi dziełami pani Agaty Christie. Będzie to dla mnie teraz dobrą odskocznią od książek innego gatunku. Zdecydowanie warto przeczytać tę książkę, zwłaszcza, że autorka jest swego rodzaju klasyką. Jeśli jesteście fanami kryminałów i jeszcze nic nie czytaliście z jej dzieł to ta książka będzie odpowiednia na start.

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

"Dziewczynka w czerwonym płaszczyku" - Roma Ligocka

Tytuł: "Dziewczynka w czerwonym płaszczyku"

Autor: Roma Ligocka
Gatunek: autobiografia/pamiętnik
 Ilość stron: 352



 „Dziewczynka w czerwonym płaszczyku” należy bez żadnych wątpliwości do książek określanych mianem trudnych. Opowiada historię kobiety, która odnalazła samą siebie w postaci małej dziewczynki w – jakże poruszającym - filmie „Lista Schindlera”. Podjęła ona decyzję o ponownym powrocie do bolesnej przeszłości, opisując swoje życie w tejże książce. Jest to swoistego rodzaju biografia, którą jednak mimo wszystko ciężko pod tę kategorię podciągnąć.

Książkę zasadniczo można podzielić na dwa etapy: życie przed i po wojnie.
Historia rozpoczyna się strasznie – autorka idealnie oddaje dramat życia w getcie. Szczegółowość opisanych wydarzeń z perspektywy małej dziewczynki jest wręcz paraliżująca – wbija czytelnika w fotel, wyciskając z jego oczu łzy. Pierwszą część pochłonęłam niemal za jednym razem; nie potrafiłam oderwać się od tej przepełnionej strachem i bólem, historii. Wywoływała we mnie tak wiele uczuć, których nawet do teraz nie potrafię do końca nazwać.
Druga część, opowieść o dorosłej kobiecie szukającej swego miejsca w życiu, budziła we mnie już znacznie więcej sprzeczności, a mniej współczucia; umysł domagał się podejścia do tego z dozą rezerwy i dystansu.

Nie widzę sensu w zdradzaniu szczegółów z życia zarówno małej, jak i już dorosłej, Romy. Zapytacie: dlaczego? Przede wszystkim, żeby sięgnąć po tę książkę trzeba być zdecydowanym i gotowym podjęcia trudnego tematu, jakim jest głównie Holocaust, jak również samo pojęcie II wojny światowej. Powieść należy pochłonąć niemal za jednym razem – zupełnie niewskazane jest częste odrywanie się od niej. Powinno się ją traktować jak opowieść do późna w nocy kogoś bliskiego, przeżywającego te straszne chwile – bo Roma z każdą kolejną stroną staje się bliższa sercu.

Pozycja pozostawia po sobie trwały ślad na dość długi czas, wywołuje też tak zwanego „kaca książkowego”. Tuż po jej przeczytaniu, przez stosunkowo – jak na mnie – dłuższy czas nie mogłam sięgnąć po nic innego, bo książka tkwiła mi w głowie. Wciąż powracały myśli do czasów okupowanej Polski, co, nie ukrywam, wywoływało u mnie nieco depresyjny stan. I choć wiem, że historii nie da się już zmienić, moje serce stale nad tym ubolewa. Nad milionami poświęconych ludzi – a w tym setek tysięcy takich małych dzieci - zamordowanych w okrutny sposób.

Jest to niezwykle wstrząsająca książka, którą powinien przeczytać każdy, bez względu na upodobania gatunkowe. Po raz pierwszy spotkałam się z pozycją, której nie potrafię porządnie zrecenzować. Każde zdanie, jakie o niej napisałam, wydaje mi się zupełnie nieodpowiednie. Niezwykle ciężko jest mówić o tej książce – ją trzeba po prostu przeczytać.

piątek, 17 sierpnia 2012

"Siostra" - Rosamund Lupton

 
    Tytuł: "Siostra"
Autor: Rosamund Lupton
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
 Ilość stron: 320

 
    Książka ta wpadła w moje ręce całkowicie przypadkowo. Wydawało mi się, że nigdy nie słyszałam o autorce a tytuł tym bardziej nic mi nie mówił. Dopiero, kiedy przyszłam do domu z biblioteki dotarło mnie, że chodzi o tę „siostrę”, której recenzje dawno niejednokrotnie już czytałam na innych blogach z tym, że miała inną okładkę. Zupełnie nie wiedziałam, czego się spodziewać…
   Zacznijmy jednak od początku. „Siostra” jak nie trudno się domyślić to książka, której głównymi bohaterkami są dwie siostry. Beatrice i Tess. Już na pierwszych stronach poznajemy pierwszą i zarazem starszą siostrę. Książka, można powiedzieć jest w formie listu do tej drugiej. Otóż, Beatrice dowiaduje się, iż ciało jej siostry, znaleziono w przeokropnym i odrażającym miejscu umiejscowionym gdzieś w londyńskim Hyde Parku gdzie jak ustaliła policja – dziewczyna popełnia samobójstwo. Możliwości te nie mieszczą się w głowie Beatrice i ta za wszelką cenę próbuje przekonać rodzinę jak i policje, że jej młodsza siostra – Tess, kipiąca optymizmem, kochająca życie i swoje pasje po prostu nie mogła się zabić. To nie wchodziło w rachubę. Było pod każdym względem nie prawdopodobne. Niestety policja i wszyscy ludzie wokoło niej kiedy tylko ta próbuje mówić, iż „Tess zamordowano” patrzą na nią z litością w oczach i dziwną współczującą miną, co doprowadza ją do szału. Tłumaczą jej, że powinna zaakceptować fakty, pogodzić się z nimi.
   Beatrice, osoba twardo stąpająca po ziemi, realistyczna i pod pewnymi względami bardzo zimna i egoistyczna postanawia na własną rękę i za wszelką cenę zbadać przyczynę śmierci swej siostry nie dopuszczając do siebie żadnych wątpliwości, co do trafności obranych przez siebie coraz to nowych i innych możliwych scenariuszy mówiących o faktycznych i prawdziwych okolicznościach śmierci Tess. Zauważa wiele rzeczy, które są dla niej nie jasne, które wzbudzają w niej niepewność, bo w końcu któż znał Tess lepiej niż ona? Rzeczywistość staje się jednak inna, ponieważ mimo wielkiej siostrzanej miłości i więzi, która wydawała się Beatrice taka bezwarunkowa i zobowiązująca – okazuje się wcale taką nie być. Bowiem podczas zawikłanego dwumiesięcznego śledztwa na jaw wychodzą sprawy, o których starsza siostra Tess nie miała pojęcia. A może nie chciała go mieć? Podczas całego śledztwa dziewczyna staje się na nowo odkrywać siebie i stawać się zupełnie inna osobą. Zaczyna inaczej postrzegać świat i ludzi naokoło. Staje się coraz bardziej upodabniać do siostry, patrzeć jej oczyma, które były tak wrażliwe na świat i ludzi. W związku ze śmiercią Tess zmieniła całe swoje dotychczasowe życie. Ta śmierć była też bodźcem, który częściowo ułatwił jej tak gwałtowne zmiany, na które wcześniej nie starczyłoby jej odwagi. W dodatku cała sprawa pomaga jej uporać się z cierpieniem w związku ze stratą tak bliskiej osoby, ponieważ mimo wszystko Beatrice i Tess obdarzając się wzajemnie tak wielką miłością stanowią jedność.

    Muszę przyznać, że czytając książkę miałam do niej bardzo mieszane uczucia. Od samego początku główna bohaterka – Beatrice nie przypadła mi do gustu. Była osobą snobistyczną, egoistyczną (jednym słowem protekcjonalną), sterylną, zimną i z wieloma emocjonalnymi zacofaniami, problemami, z którymi w dodatku nie chciała nic z robić, sprawiała ból najbliższym, choć mogła go uniknąć. Szczerze? Książkę czytałam stosunkowo długo. Mimo, że gdy pokonałam kilka pierwszych rozdziałów, które były dla mnie irytującą paplaniną siostry, – którą ja nie jestem i nigdy nie będę – jakoś dotrwałam do końca, bo liczyłam, że skoro książka „jest takim fenomenem” to gdzieś ten fenomen musi być – no i był. Jednak wszystko w tej książce dzieje się powoli, dopiero pod koniec akcja nabiera tempa i staje się naprawdę interesująca, wręcz przerażająca. Bowiem całe zabójstwo jest można powiedzieć nieprawdopodobnie dobrze uknute. Moje negatywne uczucia względem starszej siostry pod koniec książki uległy pewnemu złagodzeniu, ponieważ osoba ta była naprawdę i słaba i silna, zagubiona.

   „Siostra” to zdecydowanie thriller psychologiczny z nietuzinkową fabułą (i aspektami medycznymi), bohaterami i ich realistycznie nakreślonymi charakterami. Traktująca o wielu ludzkich problemach, wyborach oraz o bólu przeszłości, który wpływa znacząco na teraźniejszość. Autorka nie skupia się na wnikliwych zarysach tylko jednej czy dwóch osobowości, przez co każda nowa pojawiająca się w książce osoba jest inna i interesująca. Styl autorki może nie jest zachwycający czy w jakiś sposób oryginalny mimo to pod tym względem książkę czyta się dosyć dobrze a na jej plus w moich oczach najbardziej przemawiają wyżej wymienione czynniki.

    Czy polecam? Nie jest to może najlepsza książka z tego gatunku, jaką miałam okazje czytać jednak biorąc pod uwagę jej zawiłość i zakończenie, które jednak wywołuje w czytelniku i pozytywne i negatywne tudzież też zatrważające emocje zdecydowanie warto ją przeczytać. Myślę, że głownie przypadnie ona do gustu osobą, które dobrze czują się w takich klimatach, bo jeśli w nich nie gustujesz to książka może wydać Ci się nudna i irytująca na tyle, że nie dobrniesz do końca. Ja w każdym razie zamierzam w przyszłości zapoznać się z innymi dziełami tej autorki. Polecacie coś?

wtorek, 14 sierpnia 2012

"Babunia" - Fredrique Deghelt

 
   Tytuł: "Babunia"
Autor: Fredrique Deghelt
Gatunek: Literatura piękna
 Ilość stron: 272

  Zupełnie przypadkowo trafiłam na tę książkę podczas grzebania między bibliotecznymi regałami. Nigdy nie spotkałam się z tą autorką, tytuł również był bardzo niepozorny i sądziłam, że może to być lekka i przyjemna książka. Nie pomyliłam się, a przynajmniej na pewno nie, co do drugiego stwierdzenia. 

  Na samym początku poznajemy Jade – trzydziestoletnią dziennikarkę mieszkającą w Paryżu, która niezupełnie zdaje się jest zadowolona ze swojej pracy oraz z życia osobistego, nie dawno wyszła z pięcioletniego związku z mężczyzną. Wkrótce dziewczyna dowiaduje się od ojca, że jej babcia, która w dzieciństwie praktycznie ją wychowywała ma zostać ulokowana w zakładzie później starości, do którego chcą oddać ją dwie jej córki. Ten niedorzeczny pomysł od razu budzi palące uczucia w Jade i ta postanawia „porwać” babcie nim córki po nią przyjadą. Udaje się więc natychmiast do domku babci by ją stamtąd zabrać.
Od tego momentu zaczyna się fascynująca przygoda, bowiem jak się okazuje Jade poznaje prawdziwą kobietę, którą była babunia jej drugie oblicze i tajemnice jakie skrywa. Babcia postanawia również po zdradzeniu swej największej tajemnicy dotyczącej literatury, pomóc wnuczce przy pisaniu powieści, z którą ta druga zdaje się mieć pewne problemy. Dwie kobiety, które dzieli pół wieku jednak świetnie się dogadują uzupełniając siebie nawzajem i starając się odpowiedzieć sobie na własne pytania dotyczące starości i młodości. Zaczyna się wspólne mieszkanie i długie rozmowy, poprzez które Jade uczy się żyć od nowa, odkrywa prawdziwą kobietę, która w niej tkwi, nie tylko jednak dzięki babci się rozwija... 

   „Babunia” to książka zapełniona refleksjami na temat życia, wartości, wieku, przemijania, tego, co było kiedyś i tego, co jest teraz, różnic, jakie zachodzą i zaszły w ludziach nie zmieniając ich jednak aż tak bardzo jakby się wydawało.
Czytelnik na pewno znajdzie w niej wiele cenny wskazówek i odpowiedzi na pytania z tych właśnie kategorii, które zapewne nieraz przychodziły mu do głowy. Prócz tego, dowiemy się również dużo o… o książkach. O ich znaczeniu w ludzkiej egzystencji i o miłości do nich jak i wiele, wiele innych rzeczy, jeśli tylko potrafimy je dostrzec.

Myślę, że dokładniejsze opisywanie „Babuni” nie ma sensu, trzeba ją po prostu przeczytać, a ja zaręczam, że warto. Sama czytałam ją z wielką przyjemnością i radością, ponieważ zawiera w sobie coś, co na co dzień często nam umyka, jest nieuchwytne, lub całkowicie się skończyło. Książka jest powiedziałabym, ponadczasowa i chyba najlepiej odnajdą się w niej kobiety. Gorąco polecam wszystkim, którzy zainteresowani są tego typu kwestiami, a pewnie będziecie mieć problemy by się od niej oderwać. W książce jest mało dialogów, na każdej stronie znajdziemy głównie przemyślenia jednej czy drugiej bohaterki. Akcja dla osób, które są bardziej nastawione na inny typ lektur może być nudząca. Najbardziej zaskakujące w książce jest zakończenie, raczej trudno jest coś takiego przewidzieć. Zakończenie, które również czegoś nas uczy.

Koniecznie muszę mieć tę książce na swojej półce. ; )
Pozdrawiam.

.

.
Online